Po spotkaniu naszej klasy… – opowiadanie erotyczne

Spotkanie naszej klasy z podstawówki było bardzo radosne i pełne refleksji wszelkiego rodzaju. Cóż, ćwierć wieku minęło odkąd wspólnie ganialiśmy za spódniczkami po korytarzach, szatniach, salach gimnastycznych itd. Była nas niezła paczka… no, ale to przeszłość. Umówiliśmy się dzięki znanej wam wszystkim stronie internetowej. W sumie przyszło 20 osób, nieco mnie dziewczyn , bo tylko siedem, ale za to te najfajniejsze i najradośniejsze. Z pożądaniem w oku mierzyliśmy te nasze koleżanki, szczególnie Kaśkę, Renatę i Gośkę. Wszystkie trzy były mężatkami, więc mieliśmy czego pozazdrościć ich mężom. Od dziewczyn, no, w zasadzie od dojrzałych kobiet, biła rozkoszna zmysłowość, falujące biusty, krągłe pupy, zadarte noski do szczebiotliwego przekomarzania się i różowe języczki do ponętnego oblizywania warg. Karol nawet szepnął mi do ucha, że rozpylają nektar pożądania, i że on już czuje się wielki… Zenek dodał, że te trzy nasze koleżanki, które w sumie z nami najdłużej zostały, to chyba się umówiły, że nas troszkę pokuszą, aby sprawdzić, czy jeszcze jesteśmy gotowi za nimi wodzić wzrokiem, zaglądać w dekolty, patrzeć na rozchylające się uda, aby dojrzeć coś więcej pod spódniczkami. A my? – oj bardzo byliśmy gotowi. Gadaliśmy co niemiara, a dziewczyny co rusz szeptały coś do siebie, kokieteryjnie zaczepiały nas i na takich wspomnieniach i pośmiechujkach (jak mawialiśmy w szkole) mijały nam minuty.

W miarę spełnianych toastów, zabawa rozkręcała się na dobre, z tym, że po kolei odpadały następne osoby, które najczęściej w podstawówce także pomykały wcześnie do domu, aby odrobić prace domowe. Coś im pozostało z tamtych lat. Koło jedenastej w nocy zostało nas kilku chłopaków. Karolowi przypomniało się jeszcze jak w ósmej klasie chodziliśmy z dziewczynami i robiliśmy im malinki w miejscach, do których najdalej doszliśmy. Krzysiek przypomniał sobie ciekawe zdarzenie, o którym całkiem zapomniałem. Otóż kiedyś chodził z Justyną z klasy równorzędnej. Dopiero zaczynali, ale – jak mówił – ja zrobiłem mu niezły dowcip. Jak to powiedział, to od razu sobie przypomniałem.
– No, Krzysiu, Krzysiu… – bełkotałem, ponieważ kolejne kielichy wina zrobiły już swoje – pamiętam.
– O ty świntuchu… śmiał się kolega, którego nie widziałem ponad dwadzieścia lat, ponieważ wyprowadził się z naszej małej miejscowości.
– Wcale nie, to nie tak było… – starałem się wyjaśnić mu dawne sprawy, których chyba tak naprawdę nigdy nie wyjaśniliśmy.
– Tak było, tak było… – poparł Krzyśka Zenek – ja pamiętam, przychodzi do mnie Krzysiek i mówi… Ty wiesz, siedzę u Justyny, całuję jej szyję, zsunąłem bluzkę, całuję ramiona, zrobiłem malinkę, całuję niżej, zrobiłem malinkę, chciałem zdjąć jej biustonosz, a ona się opiera…
– Przestań – zaśmiał się Krzysiek, ponieważ chyba poczuł się głupio.
– Co przestań – kontynuował Zenek – mówiłeś mi to, jak dziś pamiętam, bo mnie nieźle wtedy podjarałeś (na marginesie dodam, że Zenek jest rozwodnikiem od kilku lat i dyrektorem jakieś firmy nieźle prosperującej). – Mówiłeś, że po długich i usilnych działaniach zsuwasz Justynie biustonosz, a tu… hahaha, a tu malinka na jednej piersi, malinka na drugiej piersi, zaraz obok jej różowych smuteczków…
– No, nieźle, nieźle – odezwałem się wreszcie – masz super pamięć…
– Takie miłe opowieści długo się pamięta – śmiał się Zenek.
Krzysiek z niedowierzaniem pokręcił głową, przytakując, że faktycznie nasz kolega ma niezłą pamięć, ale zaraz dodał:
– Wiesz, Marek, ja też pamiętam, że mi takie świństwo zrobiłeś i w sumie nigdy nie powiedziałeś dlaczego.
Na marginesie dodam, że Krzysiek jest od kilku lat żonaty, jest dyrektorem szkoły i mieszka w drugim końcu Polski.
– Ja nie wiedziałem, że ty chodzisz z Justyną, naprawdę… – starałem się wytłumaczyć koledze sytuację sprzed ćwierć wieku.
– Przestań się tłumaczyć – rzekł Roman – lepiej mu to jakoś wynagrodź.
– Feeee – jęknąłem, ponieważ myślałem, że Romek ma na myśli jakieś męskie sprawy.
– Nie myślałem, że sobą – zachichotał Roman – masz przecież dobrą dupę tę swoją żonę, widzieliśmy ją na fotkach w naszej klasie.
– No, no, Romek… – zaśmiałem się bezmyślnie, ale jak popatrzyłem na rozszerzone radośnie oczy Krzyśka i Zenka, to mnie szlag trafił.
– To, co idziemy do ciebie – rzucił Zenek.
– Chyba nie… – wybełkotałem, bo nieźle miałem w czubie, a tym bardziej, że oni takie głupie teksty zaczęli opowiadać, więc bałem się, że Iwona (moja trzydziestotrzyletnia żona) wścieknie się i będzie wielka awantura.
– Patrzcie go, pies ogrodnika, sam nie zje, a innym nie da – zażartował Romek. (Romek to jeszcze stary kawaler, mechanik samochodowy, wielki, silny i toporny).
– Boisz się? Iwonka nas nie wpuści? – dopytywał Zenek, który znał moją żonę. On jeden z tej trójki mieszkał w naszym miasteczku.
– Wywali nas, bo popiłem – powiedziałem – lepiej chodźmy do ciebie Zenek.
– Do mnie nie można, bo żona przywiozła mi dzieci na kilka dni…
– Kupujemy dobre winko, dzwoń do żony, że przedstawisz ją swoim kolegom – zakomenderował Krzysiek – moja w tym głowa, że będzie dobrze.
Nie byłem co do tego przekonany, ale zrobiło mi się głupio, więc zdecydowałem, że zaproszę trójkę kolegów do swojego domku. Wyszliśmy przed restauracje, Romek sprowadził taxi i ruszyliśmy. Siedziałem z tyłu obok Zenka i Krzyśka. Zadzwoniłem z komórki, odebrała Iwona.
– Kochanie, już wracasz? – dopytywała.
– Tak – szepnąłem, ponieważ chciałem wyciszyć jej głos, gdyż siedzący obok koledzy pewnie słyszeli, o czym rozmawiamy, to znaczy słyszeli moją żonę.
– Cieszę się – mówiła zalotnie – mam dla ciebie, kochanie, niespodziankę.
– Ale jadę jeszcze z kolegami, chcę, abyś poznała moich przyjaciół…
– Jak to? Kochanie… ja czekam w łóżeczku na ciebie, wzięłam pachnącą kąpiel, czekam stęskniona…
– Iwonko, przygotuj coś tam – mówiłem bez składu i ładu, bo wiedziałem, że Zenek i Krzysiek słyszą, co mi Iwona odpowiada. Obydwaj się cicho zaśmiali, niczym wilki wygłodniałe na myśl o bezradnej ofierze.
– Dobrze, dobrze… – powiedziała, a ja szybko się rozłączyłem, aby nie dawać kolegom większej radości. Oczywiście, nie obawiałem się ich, wiedziałem jednak, że ich wzrok będzie roziskrzony a pożądanie rozpalone, ale trudno – pomyślałem. Posiedzą i sobie pójdą. No, gdybym wtedy przewidział wszystko, to…
Gdy weszliśmy do domu, domyśliłem się, że moja żona przygotowała się na mój powrót z premedytacją (myślała, że wrócę sam), ponieważ bała się tego spotkania. Bała się, że obudzą mi się jakieś sentymentalne uczucia i zrobię coś głupiego. Chciała być więc konkurencyjna dla moich koleżanek, a faktycznie była, ponieważ o całe sześć lat była od nich młodsza. A w tym wieku lata na ciele kobiety i temperamencie widać bardzo. Iwonka była zdecydowanie bardziej nęcącą od moich klasowych koleżanek. Gdy przepuściła przodem do salonu moich kolegów, którzy witali się z nią wylewnie, oplatając wzrokiem jej sylwetkę (niektórzy widzą, jak wygląda moja żona, bo widzieli ją na fotkach), wdychając w wilcze nozdrza zapach roślinnych perfum (brała taką kąpiel), który dymił z jej gorącego ciałka… gdy przepuściła ich przodem, szepnęła mi do uszka:
– Założyłam dla ciebie nową bieliznę, którą dzisiaj kupiłam, specjalnie założyłam pończoszki, ty wstręciuchu…
No tak, pomyślałem, będą mogli się na nią napatrzeć moi koledzy, ponieważ na bieliznę i pończoszki nałożyła tylko cienką, w sumie krótką (do kolan) sukieneczkę zapinaną na kilka małych guziczków z przodu. Zaczęło się niczym w erotycznych opowiadaniach. Wiedziałem, że jak siedzi w tej sukience, zapinanej od góry do dołu, jak zakłada nogę na nogę, to obnażają się soczyste uda.

Wchodziłem za nią do salonu i trzymałem mocno dłoń na jej pupie. Czułem jędrność pośladków, nagich pośladków. Czyżby kupiła sobie stringi? – zdziwiłem się, przecież nigdy takich majtek nie nosiła. Chyba dlatego, że troszkę miałem w czubie, to za późno odjąłem rękę od jej pośladków, dlatego Zenek i Krzysiek zauważyli moje obmacywanki. Mieli uśmiech na twarzy, Iwona chyba także się zorientowała, dlaczego oni się uśmiechają, więc zrobiło jej się głupio. Wyszła do kuchni, a ja siadłem z nimi. Oczywiście nie szczędzili bardziej lub mniej „twórczych” komentarzy, a Zenek zapytał wprost:
– Lubi wszystko?
– Co niby? – nie zrozumiałem pytania, chyba ostatnie kieliszki wypite w restauracji robiły swoje.
– W cipkę, w pupę? – dopytywał
– Przeeeestań – zaperzyłem się.
– Nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic, ale się wstydliwy zrobiłeś Mareczku – zaśmiał się Krzysiek.
– Ja z moją byłą – powiedział Zenek – robiłem wszystko, uwielbiała od tyłu, ale nie chciała mi nigdy wziąć do buzi. Polizała, owszem, ale żeby poczuć spermę… nie, nie chciała… – ględził.
– Moja żona nigdy nie pozwoliła mi w pupę… – rzekł zmartwiony Krzyś. – A Iwona? – zapytał Krzysiek.
– Co Iwona? – usłyszeliśmy głos mojej żony, która stanęła niezauważona w progu salonu.
Czułem się fatalnie, ale alkohol chyba zrobił swoje. Jednak pierwszy wybrnął z tej sytuacji Krzysiek:
– Pytałem go, czy lubisz tańczyć, bo ja uwielbiam, a pamiętam, że Marek nie cierpiał dyskotek…
– I do dziś nie cierpi tańczyć – zaśmiała się moja żona – a ja uwielbiam… – dodała.
– Ja też – powiedział Krzysiek.
– On był – rzekł Zenek, wskazując na Krzyśka – najlepszym tancerzem w szkole. Wszystkie dziewczyny chciały z nim tańczyć, a Marek faktycznie siedział pod ścianą.
Czułem się jakoś dziwnie, jak oni tak pieprzyli. Iwona wyszła do kuchni, a po chwili zawołała mnie. Poszedłem chwiejnym krokiem. Przytuliłem ją do siebie, ale odsunęła się zdenerwowana tym, że ja się opiłem i chyba tym, że jeszcze nic o mnie dobrego od kolegów nie usłyszała. Chciałem ją przytulić, rozpiąć dekolt, żeby zobaczyć tę nową bieliznę, ale odsunęła moje dłonie, mówiąc, żebym zaniósł do pokoju ciasto. Dałem więc spokój, chociaż byłem zaintrygowany tą jej nową bielizną. Nigdy wcześniej takich niespodzianek mi nie robiła, biustonosze najczęściej kupowaliśmy razem. Lubiłem jak przymierzała w sklepie, miałem ochotę, aby inni faceci na nią patrzyli, ale w takich sklepach najczęściej były same kobiety, więc w sumie nie miałem okazji nigdy pokazać Iwony przypadkowym facetom.

Gdy już rozsiedliśmy się w fotelach, panowie wznieśli toast za moją piękną żonę. Wtedy przypomniałem sobie opowiadanie La Vendy o imieninach Henryka. Gdzieś tam dzwonek bezpieczeństwa zaskowytał, ale alkohol – podobnie jak w przypadku Henryka – zrobił swoje. Jeszcze raz się odezwał, gdy widziałem jak oni pożerają wzrokiem Iwonę, jak wygłupiają się, śmieją, zdecydowanie się do niej zalecają, popisują… no i wtedy, gdy wymyślili włączenie muzyki tanecznej… Wymyślili tańce, aby pokazać Iwonie, jak pięknie Krzyś tańczy. Wcześniej faktycznie mogli oglądać nóżki Iwonki w czarnych rajstopkach i nowych szpilkach. Cienka, luźna sukieneczka w małe kwiatki, z koronkami w dekoldzie i na dole, pozwalała na to, żeby moja żona mogła, chyba specjalnie, rozbudzać ich pożądanie. Spodobało jej się to, że moi koledzy ją pożerają wzrokiem. Pewnie dlatego ich kusiła i nęciła. Kocica.
Polewali ostro, a ja piłem i piłem bezsilny. Zacząłem tracić kontakt z rzeczywistością. Może urywał mi się film? Sam nie wiem. Ostatnie obrazy, które pamiętam, to widok Krzyśka tańczącego z Iwoną, chyba byli mocno przytuleni… chyba, widziałem to jak za mgłą. Chciałem coś powiedzieć, ale poczułem w ustach smak wódki. Wlewali mi wódkę. Później musiałem otworzyć oczy, bo poruszył mnie chyba pisk, taki przeraźliwy pisk, teraz wiem, że to piszczała Iwona. Rozejrzałem się po pokoju, ale był pusty. Koniec i ciemność zapanowała w mojej świadomości.
Obudził mnie dopiero ostry ból głowy. Takiego cholernego kaca chyba jeszcze nigdy nie miałem. Meble w pokoju mi wirowały, czułem w ustach stęchliznę. W uszach szumiało. W pokoju było widno. Niewiele mi się przypominało jeszcze wtedy. Na zegarze była ósma. Wiedziałem, że jest niedziela. Przypomniałem sobie spotkanie, później powrót z kolegami do domu. Wielkie picie. Iwona tańczyła…
Wstałem. Popatrzyłem na siebie, byłem w ubraniu. Poszedłem do kuchni, popiłem z butelki sok grapefruitowy. Wszedłem do łazienki. Rozpiąłem wygniecioną koszulę, wrzuciłem ją do kosza z brudami. Wsadziłem głowę pod prysznic. Zimna woda ocuciła mnie lekko.
W domu była cisza. Bałem się Iwony. Wiedziałem, że będzie afera. Nie podaruje mi tego, skoro tak się wczoraj przygotowała. Przypomniałem sobie, że mówiła o nowej bieliźnie. Przypomniałem sobie, jaka była seksowna, gdy przyszedłem z kumplami. Ciekawe jak długo jej marudzili. Czułem, że z tydzień się do mnie za to wszystko nie odezwie. Z rozchełstaną koszulą wróciłem do pokoju. Na ławie było pobojowisko, poprzewracane kieliszki od wina, jeden potłuczony, dywan ściągnięty…
Chyba nikt z nich nie nabrudził po pijaku? – przebiegło mi przez myśl – bo wtedy Iwona chyba by się wściekła. W kuchni palił się kinkiecik. Dlaczego nikt go nie zgasił? – dziwiłem się. Ruszyłem w stronę schodów. Na podłodze leżały jakieś guziki, takie małe. Skąd te guziki? Schyliłem się. Może Iwona coś szyła? – pomyślałem. No, może szyła guziki do tej sukienki, w której nas wczoraj przywitała. Gdy się podnosiłem, powiodłem wzrokiem po podłodze w stronę kominka. Przy ścianie leżała zwinięta sukienka. Chyba ta sama, co ją miała na sobie wczoraj. Przypomniałem sobie ten obraz, gdy ją widziałem jak tańczyła z Krzyśkiem. W tym miejscu, obok kominka tańczyli.
O której oni poszli? – myślałem. Sukienka leżąca przy ścianie mnie nie zdziwiła, Iwona często rozbierając się szybko rzucała odzież byle gdzie. Szczególnie wtedy, gdy zasypiała w salonie przy telewizorze, a później szła do góry, do sypialni. Często kolejne elementy garderoby porozrzucane były na schodach. No, tak, musiała po ich wyjściu zasnąć, a potem przeniosła się na górę.
Ale te guziki? Skąd? – przebiegło mi w myśli. Schyliłem się, chociaż we łbie mi dudniło, wziąłem w rękę sukienkę mojej żony. Mimo że czułem się fatalnie, poczułem zapach ziół, w których brała kąpiel przed moim przyjściem. Lubię ten zapach, miała taki nektar, chyba nim skropiła sukienkę. Nagle zaśmiałem się pod nosem, w jednym miejscu sukienka była lepka. Wyraźnie mokra czymś takim jak sperma. Nie mogłem sobie przypomnieć, ale musiałem się z nią kochać. Jak ja to zrobiłem? – zastanawiałem się. Przecież w którymś momencie urwał mi się film. Powąchałem. Sperma, tak, zapach spermy. Znam ten zapach. Lubiłem, jak robiła mi loda i tryskałem jej do ust, a sperma przelewała się po brodzie i kapała na sukienkę, na stanik, na jej obnażone piersi. Musiała mi robić loda. Może jak spałem. No, chyba nie podnieciła się nimi. Chyba… pewnie tak, pewnie jak tańczyli, to się rozpaliła w niej namiętność. Podnieciła się i wyssała mojego penisa.
Zawsze w tańcu byłą gotowa do dzikich swawoli. Wiedziałem, bo mi opowiadała, że czasami, jak tańczyła, to pozwalała się lekko dotykać mężczyznom. Zazwyczaj po takich tańcach szaleliśmy jak opętani. Całkiem niedawno zdradziła mi nawet tajemnicę sprzed kilku lat. Byliśmy wtedy w Bukowinie. Gazda zaprosił kapelę. Popijaliśmy. Zaczęły się tańce. Miałem dość i poszedłem na górę do naszego pokoju. Zasnąłem. Obudziła mnie po jakimś czasie Iwona, całowała moje jądra, ssała penisa, aż w końcu wskoczyła na jeźdźca i po chwili spuściłem w nią całą dawkę nasienia. Wtedy dopiero zapytałem, co się stało. A ona odpowiedziała, że to taniec ją rozpalił, bo szalała, hej. Zapomniałem już o tym, gdy jakieś trzy miesiące temu wyznała mi, że wtedy tańczyła z samymi facetami. Że bardzo się do niej dobierali, dotykali jej pupę, uda, piersi, plecy, ale tak delikatnie, bez wulgaryzmu i przemocy. Tak tylko w tańcu się o nią niby przypadkiem ocierali. To ją podniecało i pozwalała im coraz śmielej baraszkować. Przyznała mi się do tego niedawno. No ,ale wyznała całą prawdę do końca. Myślę, że całą, bo w przeciwnym razie, po co by mi o tym mówiła po latach. Opowiadała mi więc, że poszła na górę zobaczyć, co ze mną się dzieje. Widziała, że śpię, dlatego postanowiła zejść jeszcze potańczyć. Gdy zeszła po schodach, ktoś chwycił ją od tyłu i zaciągnął w stronę schowka na narty. Gdy mi to opowiadała, szeptała mi do uszka, aby mnie tym podniecić, że czuła oddech na karku tego mężczyzny. Czuła jego dłonie na piersiach i brzuchu. Zaszedł ją od tyłu, przycisnął do siebie. Czuła też jego twardy penis.

Już wiem, dlaczego mi o tym opowiadała. Wpadliśmy na pomysł, aby wymienić się takimi opowieściami, które do tej pory ukrywaliśmy. Wypadło, że ja mam mówić pierwszy, więc najpierw powiedziałem jej, że piszę opowiadania i zamieszczam je w Internecie. Była zdziwiona, obiecałem, że przeczytam jej wszystkie. Wtedy ona opowiedziała mi, że kiedyś spotkała się ze swoim pierwszym chłopakiem. Spotkała się już po naszym ślubie, jakieś trzy lata. Spotkała go kiedyś na ulicy, zaprosiła do nas do domu. Gdy tego słuchałem, byłem strasznie podniecony. W wyobraźni śledziłem każdy jej ruch, czułem, że moje jądra eksplodują. Szybko jednak powiedziała, że zupełnie do niczego nie doszło, ponieważ on się bał, był też żonaty, żona była w ciąży, nie chciał zdrady. Przyznam się wam, że poczułem w tym momencie pewien niedosyt, ponieważ już zdążyłem sobie wyobrazić jego dłonie pieszczące jej ciało. Po wielokroć wyobrażałem to sobie, aby się podniecić. Stwierdziła tylko, że mocno go przytuliła. Że chciała go posadzić sobie na kolanach, tak jak sadzała, gdy jeszcze byli ze sobą. Szeptała mi do uszka, że chciała rozpiąć mu koszulę, dotykać nagie ciało, pieścić ustami jego brodawki, co bardzo lubił, później rozebrać całkiem, wziąć mu w usta penisa i spić jego spermę. Wiesz przecież, Mareczku – szeptała mi do uszka, dotykają moje jądra – że Aleksander wstydził się tryskać do mojej buzi. Nigdy nie czułam smaku jego spermy. Ty, kochanie – mówiła – dałeś mi od razu, od pierwszego momentu, gdy dotykałam twojego niuniusia. Dlatego myślałam, że go rozbiorę, że pokażę mu, jak to jest, że pozwoli mi wypić swoją spermę. Chciałam porównać, wiesz… – jęczała, ponieważ ta opowieść bardzo ją rozpaliła. Ale skończyło się tylko na krótkim pocałunku, trzymaniu za rękę.
Zapytałem, czy jeszcze się z nim spotykała. Zaprzeczyła. Dopytywałem, czy bardzo chciała go dotykać, pieścić, kochać się z nim. Mówiła, że tak, że wtedy oszalała, że teraz by tak nigdy nie zrobiła, ale wtedy bardzo chciała. Czy było ci z nim lepiej? – pytałem podniecony. Prosiłem, aby szczerze odpowiedziała. Mówiła, że nie, że nigdy z nim nie było jej tak dobrze, jak ze mną. Mówiła, że tylko ze mną ma orgazmy.
– Masz, masz – mówiłem – ale jak sobie ręką trzymasz, a ja jestem tylko w tobie. Zawsze po wytrysku kładłem się na niej, ruszałem jeszcze penisem w jej mokrej siusiaczce. Iwonka wsuwała dłoń między uda, tuż przy ociekającej od spermy i śluzu cipeczki, zaciskała nogi i jęczała, przeżywając rozkoszny orgazm. Zdarzyło się może ze trzy razy, że była tak podniecona, iż miała szczytowanie na moim penisie. Przypomniałem jej, że było jej dobrze od penisa właśnie wtedy w Bukowinie. No to się zaśmiała, poprosiła, abym jej zdradził swoją następną tajemnicę, to ona powie mi coś bardzo ciekawego. Rozpaliła mnie tymi słowami.
Powiedziałem jej, że wysyłałem kilku facetom jej fotki, a oni odesłali mi zdjęcia swoich penisów na tle zdjęć z jej roznegliżowaną podobizną, albo że wysyłaliście mi fotki, jak tryskacie na jej ciało. Ktoś, już nie pamiętam kto, przysłał nawet fotki, jak spuścił się na ekran monitora, na którym były piersi Iwony (pamiętacie to zdjęcie z jej piersiami?). No to jej o tym opowiedziałem, strasznie się podnieciła. Chciała nawet się kochać, ale ja powstrzymałem ją zdecydowanie, prosząc o zdradzenie swojej tajemnicy. Właśnie wtedy powiedziała o tej przygodzie w Bukowinie.
Facet zaciągnął ją w róg korytarza, trzymał ją plecami mocno przyciśniętymi do swego torsu. Dłońmi pieścił brzuch i piersi. Mówiła, że bardzo je gniótł. Zapytałem, co miała wtedy na sobie. Taką bluzkę do połowy uda i czarne, grube rajstopy. Byłam boso, bo nie miałam butów, lepiej mi się tak tańczyło. On za wszelką cenę chciał podnieść moją bluzkę i wsadzić łapy pod rajstopy i majtki. Był strasznie napalony, taki wielki, misiowaty. Najpierw mnie to zaskoczyło, jakoś tak poruszło…
– Podobało ci się? – zapytałem wprost.
– Tak – odpowiedziała – zaimponowało mi, był taki mocny, silny, wielki. Wiesz, że lubię takich misiowatych facetów.
Gdy przypomniało mi się, jak Iwona opowiadała mi o tej Bukowinie, stałem wciąż przy kominku, trzymałem w dłoniach jej pomiętą sukienkę, mokrą od spermy i widziałem jej obraz, jak w nocy tańczyła z Krzyśkiem. No, ten mój kumpel z podstawówki też jest cholernie misiowaty. Waży pewnie ponad sto kilo. No, ale Iwona zapewniała mnie ostatnio, że już nigdy z żadnym mężczyzną nic by mi nie zrobiła. Powiedziała wyraźnie, że to w Bukowinie było pierwszy i ostatni raz, gdy dała się zaskoczyć.
Obracałem w dłoniach jej kolorową sukienkę. Była poszarpana. Wyraźnie widać było rozprucie i wiszące nitki. Przyjrzałem się bardziej. Te guziki na podłodze były z tej sukienki. Czyżby je odpruła? – pomyślałem. Tylko po co? Po co miała je odpruć? Jak szła spać, to może rozrywała zmęczona tę sukienkę. Odpadły guziki. Sukienka popruta.
Mówiła, że ten facet z Bukowiny zaczął się do niej coraz mocniej dobierać. To ją zdenerwowało.
– Oddałabyś się mu? – pytałem – Powiedz szczerze kochanie.
– Nie… nie… – mówiła niepewnie.
– Powiedz – prosiłem.
– Chyba nie – stwierdziła – może gdyby był delikatny, ale on stawał się agresywny. Był pijany. Zaczął mnie coraz mocniej szarpać. Obróciłam się do niego. Poznałam go. Był kilka lat starszy. Wiesz, że mam słabość do starszych. Patrzył mi w oczy. Prosiłam, aby mnie puścił. Zaczął mnie całować.
– Bo widział w twoich oczach przyzwolenie – mówiłem lekko poddenerwowany. Zaczynał się perwersyjny taniec moich zmysłów, z jednej strony pikało mi z zazdrości serce, a z drugiej w jądrach gotowała się sperma, bo takie obrazy były moim marzeniem. – I co? Powiedz, co było dalej – dopytywałem. Myśl o jej opowieści zagrała teraz we mnie.
Musiałem wytrysnąć w nocy na sukienkę – myślałem i tylko dziwiło mnie to, że nic zupełnie nie pamiętam. A może zrobiła to przez sen. Zacząłem obracać sukienkę, rozprostowywać. Miała poobrywane guziki, była poszarpana przy rękawach, rozdarta z tyłu. Co ona robiła? Ale wilgotna plama była raczej z tyłu. Tak jakby usiadła na mojej spermie.
– I co? Powiedz, co było dalej – dopytywałem. Zaczął mnie całować – szeptała. Czułam jak podnosi mi bluzkę, jak swoje wielkie, gorące i szorstkie łapy wsuwa pod rajstopy i majtki. Zgniótł moje pośladki, tak mocno, że aż jęknęłam.
– Jak? Jak jęknęłaś? – prosiłem, aby zademonstrowała.
– Oj, przestań – zawstydziła się.
– Pokaż.
Jęczała. Myślami biegłem już do przodu, już wyobraziłem sobie, jak ją zerżnął. Ale wtedy Iwona powiedziała, że stał się znów agresywny. Bardzo agresywny. Rozdarł na jej ciele rajtuzy i majtki.
– Zabolało mnie, przestraszyłam się bardzo. Nie spodziewał się. Wyrwałam się i uciekłam mu.
Ta sukienka, podarta, przypomniała mi jej słowa. Ruszyłem po schodach do naszej małżeńskiej sypialni. W głowie wciąż mi szumiało. Znów przeraziłem się Iwony. Byłem ciekawy, jak zareaguje na mój widok. Czy to nasze nocne kochanie jakoś ją udobruchało, czy też po przebudzeniu zrobi mi awanturę. Gdy zobaczyłem leżący na schodach jej but (przywitała nas wczoraj w szpilkach), zdębiałem. Nieco dalej był drugi. Schyliłem się. Wziąłem je w dłonie. Usiadłem na półpiętrze. Byłem przerażony. Bałem się wejść do sypialni. Wtem rzucił mi się w oczy czarny materiał stanika. Postawiłem szpilki, złożone równo na schodku i chwyciłem biustonosz. Był czarny, koronkowy, cienki. Kupiła go dla mnie. Ładny, seksowny i… tak, był rozerwany. Czyżby zdejmowała go… nie, to niemożliwe. Stanik był nadal zapięty, a rozerwany z przodu, od strony piersi. Czyżby była pijana i rozbierała się jakoś tak nerwowo. Inna ewentualność jeszcze wtedy zupełnie nie przychodziła mi do głowy. Nawet nie brałem tego pod uwagę. I dopiero, gdy podniosłem się, aby przejść kilka schodów dzielących mnie od sypialni, przypomniałem sobie znów opowiadanie La Vendy o imieninach Henryka. Poczułem dreszcz rozkoszy w sobie, mimo tego bólu po przepiciu, ale nawet i wtedy nie wziąłem tej myśli na poważnie.
Otworzyłem cichutko drzwi. Na wprost było nasze wielkie łóżko. Spała w nim Iwona. Przykryta kołdrą. Odetchnąłem. Widziałem jej twarz zakrytą włosami w lustrzanym odbiciu. Lustro było nad poduszkami. Jedna poduszka leżała na podłodze. Obok niej majtki. Przypomniałem sobie, że wydawało mi się, że ma stringi. Schyliłem się, aby je podnieść. Tak, stringi. Czarne i całe poplamione białą mazią. Kurcze, one są mokre, takie lepkie jak sukienka, którą wciąż trzymałem w dłoni. Majtki były całe oblepione. Czułem zapach spermy. W pokoju było czuć zapach męskiego potu i spermy. Rozglądałem się po szarości pokoju (okna były zasłonięte kotarami). Pod szafą leżał zwinięty bezładnie dywanik, na nim leżała owcza skóra przywieziona z gór, która zawsze leżała przy łóżku. Zapach potu i spermy był dominujący.
Podświadomie odczuwałem atmosferę jakiejś dzikości. Jakiegoś opętanego szaleństwa, które tu się musiało całkiem niedawno rozegrać. Teraz stawały mi przed oczyma obraz z opowiadania La Vendy. Tu się coś wydarzyło. Rzuciłem mokre majtki i sukienkę na podłogę. Na łóżku leżała czarna pończocha. Iwona założyła wczoraj pierwszy raz w życiu pończochy. Przynajmniej dla mnie pierwszy raz, zawsze wolała rajstopy.
Stanąłem nad nią. Spała, oddychała mocno. Zbliżyłem twarz do jej głowy. Serce mi zamarło. W brzuchu coś ścisnęło. Za chwilę serce zaczęło walić bardzo szybko i mocno. Aż sapałem z jakiejś czarnej rozpaczy, połączonej z wściekłością, bezsilnością i obrzydliwie drażniącym podnieceniem. Włosy miała poklejone spermą. Ta sperma zaschnięta we włosach, na czole doprowadziła mnie do perwersyjnego szaleństwa. Taki widok jest właśnie perwersją. Zapiszcie to w słownikach.
Delikatnie uniosłem kołdrę. Widziałem jej piersi. Coś na nich było. Nachyliłem się. Malinki. Tak, brązowe brodawki były poklejone czymś białym. Cholera, tak, spermą. A wokół nich były czerwone malinki. Ręce mi zadrżały. Brodawki mojej żony były duże, sutki schowane, niewidoczne. Rozlały się razem z brązowymi brodawkami szeroko.
Myśli puściły się w szalony tan, w szaloną gonitwę, która targała moimi wnętrznościami. Czuliście kiedyś coś takiego? Tego się nie da opisać. Pragnę wam to oddać, narysować, namalować, ale to nie jest łatwe, dlatego wybaczcie moją nieudolność. Słowami trudno oddać to, co wtedy widziałem i miałem w sobie.
Czułem ostry zapach spermy, patrzyłem na białą maź na skórze mojej żony, na malinki na piersiach. Oddała się Krzyśkowi. Wiedziałem. Już teraz wiedziałem. Ale skurwiel miał spermy. Ale miał spermy… A ona… spodobał jej się misiu, jak mogła…
Podniosłem kołdrę wyżej. Wiedziałem, że dalej też będą takie same znaki jego bytności. I nie myliłem się. Miała czerwone malinki wokół ślicznego pępuszka, miała spermę w kędziorkach. Uda były oblepione, prześcieradło pomiędzy jej rozchylonymi udami było mokre. Wilgoć wypływała z jej cipki. Miała rozchylone troszkę nogi, zajrzałem. Czerwona, jakoś dziwnie nabrzmiała szpareczka była mokra. Wargi, które zawsze miała schowane w środku teraz były jakieś większe. Tak mi się przynajmniej wydawało. Na ciele sperma wyschła, taksowałem, więc musiało minąć godzina lub dwie jak sobie poszli. W cipeczce była jeszcze wilgotna, spływała w dół, do pupy. Obok leżała czarna pończocha… oczywiście, też jakaś pospermiona, jakby w nią wycierali coś ze spermy. Może wycierała mu jego penisa…
Na udach także malinki. Byłem przekonany, że ten skurwiel zrobił jej także znaczki na pośladkach. Nie obracałem jej, bo obudziłaby się przecież. I tak dziwiłem się, że teraz nawet nie drgnęła.
Delikatnie przykryłem moją żonę kołdrą i wycofałem się z pokoju. Ale przed moimi oczyma wciąż przesuwały się obrazy. Widziałem w wyobraźni jak Krzysiek rozbiera ją w tańcu, jak rozrywa najpierw jej sukienkę. A może spuścił się najpierw tu, w salonie, blisko mnie, na jej sukienkę. Później zdarł sukienkę z niej, obnażył do bielizny, później szli na górę. Na schodach zdarł z niej stanik. Widziałem oczyma wyobraźni dokładnie wszystko.
Zastanawiałem się, co teraz zrobić. Siadłem w salonie na kanapie i postanowiłem udawać, że śpię. Byłem ciekawy, co ona zrobi. Jak się zachowa. Co mi powie. Długo nie budziła się, więc położyłem się i w efekcie zasnąłem.
Gdy się obudziłem, usłyszałem głos z telewizora. Lekko rozchyliłem oczy. Iwona siedziała na przeciwko mnie w fotelu, nogi trzymała na pufie. Miała na sobie biały szlafrok frotte. Patrzyła przed siebie. Widziałem jej twarz w rozjaśniającej poświacie telewizora. Światła w domu były pogaszone. Ruszyłem się. Spojrzała w moją stronę.
– Cześć – szepnąłem nieco speszony, postanowiłem bowiem udawać, że nic nie wiem. Chciałem się przekonać, jak zachowa się moja żona.
– Długo spałeś – odezwała się.
– Noc już? – spytałem.
– Tak.
Patrzyła w telewizor, ale po chwili zapytała, czy zjadłbym kolację. Odpowiedziałem, że nie. Poprosiłem tylko o herbatę. Wstała. Przeszła obok mnie, wolno, ciężkim krokiem. Słyszałem jak krząta się w kuchni. Po chwili przyniosła szklankę herbaty, postawiła na szklanej ławie.
– Spałeś kilkanaście godzin – powiedziała.
– Urwał mi się film – zachrypiałem.
– Nic nie pamiętasz? – zapytała takim nieswoim głosem. No, może tak mi się wydawało, w takich chwilach, człowiek wszystko odbiera inaczej.
– No, pamiętam… – powiedziałem, nie kończąc. Chciałem prowadzić z nią grę. Zaczynało mi się to podobać, strasznie mnie podnieciło. Mimo że obraz jej zaspermionej twarzy, włosów, całego ciała, ubrania drażnił moje wnętrze. Mimo że ten zapach spermy z pokoju budził we mnie jakąś dziką wściekłość, a nawet żal, że mnie zdradziła. Już tego nie można było cofnąć, już stałem się rogaczem. Do tej pory tylko sobie poczytywałem stronę rogacze.xx.pl, teraz byłem rogaczem. I głupio, ale i podniecająco… Głupio, bo oddała się temu skurwielowi, Krzyśkowi, który po latach odegrał się za Justynę, za te malinki na jej małych piersiach… To mnie wkurzało, że poszła z nim do naszego łóżka, że pozwoliła mu się dotykać, że widział ją nagą, że wylewał na nią litry spermy… a może podobało jej się, może ją szalenie podnieciło, może ma większego i przeżywała orgazm za orgazmem, czytałem o tym w jakimś opowiadaniu. Nawet kiedyś mi pisała w liście jakaś dziewczyna, która przeczytała moje opowiadania. Pisała, że jak zdradzała męża, to była tak bardzo podniecona, że miała kilka orgazmów, których nigdy nie doświadczyła z mężem. Wiedziałem, że to możliwe.
– Nie mogłam cię dobudzić, dlatego spałeś tutaj. Krzyczałam cały czas, ale spałeś…
Zdziwiły mnie jej słowa. Wtedy właśnie przypomniałem sobie, że ona piszczała. Ale jakoś tak dziwnie, jak by się wyrywała. A może oni ją zgwałcili? A może nie oddała się Krzyśkowi, ale po prostu uległa brutalnemu gwałtowi moich kolegów. No tak, to tak mogło być. Dlatego teraz zaczęła mówić, że krzyczała. Zaraz pewnie wszystko powie. Żeby tylko nie chciała iść na policję.
– Kiedy oni wyszli? – zapytałem, starając się zachować naturalność w głosie, ale głos mi drżał.
– Nie wiem, zasnęłam… ja też dużo wypiłam.
– Jak to? – odezwałem się, udając wielce zdziwionego i podniosłem się. Usiadłem na kanapie. Poprawiła poły szlafroka na udach, nakrywając je bardziej, jakby przeszedł ją dreszcz z zimna. Chyba ode mnie tak falowała powietrze, bo było mi raz gorąco, a raz zimno. Widziałem rano jej śliczne ciało w malinkach, zbrukane spermą, wiedziałem, że coś się stało, ale nie wiedziałem co. A może oni ją spili i ona nie wie, co się działo. Może nie wie, a może nie miała siły, bo była pijana. Zenek opowiadał, że pierwszy raz swoją byłą żonę „zerżnął” (to jego ulubione słowo), jak się spiła na weselu koleżanki. Wtedy zaszła w ciąże i wzięli ślub. Akurat w tym momencie mi się to przypomniało. Jakiś odruch litości przeszył moje serce. To przeze mnie ją wykorzystali. Czy ona coś wie? – myślałem. No, wie, wie, przecież musiała zmywać duże ilości spermy z siebie, przecież musiała widzieć te malinki. Zrobiło mi się jej żal, czułem, że ona teraz strasznie cierpi, że chce mi powiedzieć, tylko się pewnie boi. Czułem jakieś napięcie, które między nami powstało, ale które ona chciała szybko zmniejszyć.
– Iwona – szepnąłem.
– Tak? – zapytała przestraszona.
– Co się stało w nocy?
– A co? – pytała – a o co pytasz?
– Nie wiem, coś się chyba stało, bo słyszałem przez sen…
– Co słyszałeś? – podniosła się i zaczęła sprzątać na ławie szklanki i jakieś kieliszki. Jej ruchy były nerwowe, teraz umiałem już poznać, że coś ukrywa. Dawniej, ech, dawniej mogła mnie oszukiwać i nic bym nie zobaczył. Ona miała zresztą podobnie ze mną, znaliśmy się dość dobrze. Być może do dzisiejszej nocy coś jeszcze przede mną ukrywała, coś czego jeszcze mi nie zdradziła, ale już teraz potrafiłem poznać, że coś kręci. Stare małżeństwo zna się doskonale. Zobaczyłem, że zbiera kieliszki. Piła – przebiegło mi przez myśl – piła jak spałem. Chciała wyjść do kuchni.
– Zostań – powiedziałem – usiądź koło mnie. Chcę porozmawiać…
– O czym? – jęknęła, chyba powstrzymując płacz – posprzątam. Jutro wcześnie idę do pracy… – mówiła, ale całkiem bez przekonania. A ja czułem, że oni ją po prostu zgwałcili, że wcale im się dobrowolnie nie oddała. Było mi wstyd, że posądzałem ją o puszczenie się z tym skurwielem Krzyśkiem.
Podniosłem się nagle, wyłączyłem telewizor i wziąłem ją za rękę.
– Chodźmy do sypialni – powiedziałem rozkazującym tonem i pociągnąłem ją na górę.
Szła za mną posłusznie. W sypialni zapaliłem światło. Zdążyła posprzątać, zmienić pościel w łóżku, przewietrzyć pokój.
– Chcesz już spać? – zapytała.
– Położyć się – wyjaśniłem. Lubiłem z nią rozmawiać o wszystkich intymnych sprawach właśnie w łóżku, jak byliśmy wtuleni w siebie. Gdy czułem jej kołaczące serce i ciepło bijące od rozgrzanej skóry. Rozebrałem się do nagości. Mój penis zaczynał rosnąć. Nie rozbierała się. Chciałem zdjąć z niej szlafrok, ale odsunęła się. Wtedy przypomniałem sobie, że przecież ma ciało pokryte malinkami. Przeraziła się, wtedy czułem, jak bardzo się boi, właśnie mnie się boi. Jej lęk peszył mnie, było mi głupio, bo to ja sprowadziłem jej gwałcicieli. Wstydziłem się swojego podniecenia, bo ona bardzo cierpiała.
– Zgaś światło – powiedziała przestraszona.
– Dlaczego – udałem zdziwienie.
– Oj, zgaś i kładź się.
Ruszyła w stronę łóżka, zgasiłem światło. Słyszałem, że wskoczyła pod kołdrę. Położyłem się koło niej. Leżeliśmy nie dotykając się.
– Iwona, coś się stało? – dopytywałem, a starałem się, aby mój głos był jak najcieplejszy.
– Niee, nie… – szepnęła i szybko wtuliła się we mnie. Objąłem ją ramieniem. Czułem chłodne ciało, była taka słaba, taka spokojna… może nie spokojna, ale raczej jakby zmęczona, zniechęcona… Moje przerażenie rosło… co oni jej zrobili?
Milczeliśmy dłuższą chwilę. Zaczęła drżeć. Płakała. Milczałem. Czekałem, aż sama zacznie mówić. Po raz kolejny przypomniałem sobie w tym momencie jej tajemnice, które mi trzy miesiące temu zdradzała. Też leżeliśmy w łóżeczku, też tuliliśmy się mocno, tylko, że wtedy czuliśmy dreszcz rozkoszy, byliśmy podnieceni, kochaliśmy się trzy razy. Teraz czułem coś innego, byłem podniecony, ale i przestraszony. Czułem, że stało się coś dziwnego. Przecież widziałem rano pobojowisko, jak po jakiejś wielkiej orgii. Tu musiało się dokonać wielkie „rżnięcie” mojej żony. Tego byłem więcej niż pewien, nie wiedziałem tylko, czy dokonało się to za jej zgodą, czy nie.
– Powiedz mi, wszystko powiedz… – zachęcałem szeptem.
– Co? – łkała.
– Co się stało w nocy…
– Nic się nie stało… ja zasnęłam, ty spałeś… piliśmy dużo, ja też…
– I co dalej?
– Nie wiem, tańczyliśmy? Pamiętasz, jak tańczyliśmy? – pytała mnie.
– Ja chyba nie tańczyłem – zaprzeczyłem.
– Ty nie…
– A kto?
– Ja tańczyłam…
– To pamiętam…
– Tańczyliśmy i piliśmy wino… zakręciło mi się w głowie, położyłam się, oni pili dalej, zasnęłam, obudziłam się, ich nie było…
– Widziałem jak tańczyłaś z Krzyśkiem…
– Widziałeś? – zapytała drżącym głosem i znów zaszlochała.
– Tak.
– Wszystko widziałeś? – dopytywała.
– Nie wiem, czy wszystko, ale powiedz mi, po co masz w sobie coś trzymać, coś ukrywać, kochanie… – prosiłem.
– Nic nie ukrywam…
– Spodobał ci się Krzysiek? – zapytałem bez ogródek.
– Dlaczego pytasz?
– Powiedz szczerze, powiedz mi tak, jak wtedy…
– Kiedy?…- przerwała nerwowo.
– Jak opowiadałaś o tym co się wydarzyło w Bukowinie…
– Nie myślałam o tym, czy mi się podoba – mówiła pociągając nosem – tańczyłam z nim…
– Umie tańczyć, prawda? – przerwałem.
– Tak.
– Tylko z nim tańczyłaś?
– Nie – odparła szybko.
– A z kim jeszcze? – byłem coraz bardziej dociekliwy, bo w jej głosie nie czułem już żalu, bólu, ale raczej takie odpychanie mnie, jakby chciał posiąść jej miłą tajemnicę.
– Z Zenkiem i z Romkiem…- wymieniła bardzo szybko imiona, jakby znała ich od stu lat.
– Razem czy osobno?
– Przestań już… – szepnęła, opędzając się od moich szybkich, gwałtownych i coraz bardziej podbudowanych szalonymi myślami pytań.
– Powiedz…- nalegałem.
– Osobno, razem… różnie tańczyliśmy…
– I co?
– Nic, piliśmy… zasnęłam…. tyle…
– W tańcu? – zaśmiałem się.
– Nie, położyłam się… – wyjaśniła.
– Dotykali cię w tańcu, tak jak tamci faceci w Bukowienie?
Nie odpowiedziała na to pytanie. W sumie milczenie potwierdzała w ten sposób moje domysły, ale penetrowałem dalej. Chciałem usłyszeć to z jej ust. Szalony, perwersyjny taniec moich zmysłów znów rozpoczął galopadę. Ona chyba zrozumiała to, poczuła, dlatego zaczynała coraz dokładniej opowiadać. Wiedziała, że musi mi coś powiedzieć, wyjaśnić, ale chciała to zrobić poprzez moje podniecenie. Hamowała momentami, bo chyba nie była pewna, ile jestem w stanie znieść, a przecież nie wiedziała tego, co ja widziałem rano w naszej sypialni.
– Powiedz… czułaś ich dłonie na pupie?
Milczała, tuliła się mocniej we mnie. Odsunąłem się troszkę.
– Chcę wiedzieć, czy ocierali się dłońmi o twoje pośladki… proszę.
– Tak – szepnęła.
– Miałaś na sobie stringi?
– Skąd wiesz?
– Czułem, jak przyszedłem do domu z nimi.
– Tak, kupiłam je dla ciebie. Ale ty przyszedłeś z nimi pijany, zdenerwowałam się, chciałam być tylko z tobą…
– Wiem, kochanie, wiem, wybacz mi…
– To przez ciebie…
– Wybacz, błagam… i powiedz co przeze mnie…
– Przez ciebie dotykali mnie…
– Co dotykali?
Milczenie.
– Co dotykali? – prawie krzyknąłem, ale ona przesunęła dłonią po moim podbrzuszu i poczuła sterczący penis.
– Podnieca cię to? – zapytała.
– I tak, i nie…
– Dotykali moje pośladki, moje bioderka, ramiona, piersi…
– Czułaś ich dotyk?
– Tak.
– Mocno dotykali, czy lekko?
Milczenie.
– Chcę wiedzieć, jak cię dotykali. Mocno? Przez ubranie?
– Tak.
– Co tak?
– Przez ubranie…
– A kto nie przez ubranie?
– Nie wiem…
– Nie wiesz, kto dotykał twoje nagie ciało?
– Krzysiek.
– Gdzie?
– Przy kominku, jak tańczyliśmy….
– Pytałem, które miejsca nagie dotykał, które miejsca twojego – wyjaśniłem, ponieważ moja żona nie zrozumiała pytania.
– Jak tańczyliśmy? – zapytała jakoś dziwnie, jakby cały czas nie rozumiała o co pytam, jakby szukała w myślach tego, co wczoraj się wydarzyło, jakby ważyła, ile może mi powiedzieć.
– To nie tylko w tańcu cię dotykał?
– Przestań już… proszę, wystarczy…, Marku, nie męcz mnie, śpijmy… – mówiła szybko.
– Najpierw powiedz, które miejsca dotykał nagie… proszę, podnieca mnie to – dodałem na wszelkie wypadek, żeby nie bała się mówić.
– Podniósł mi sukienkę od tyłu i dotykał moje pośladki i… uda, uda też. Kupiłam dla ciebie pończochy…
– Czułaś jego palce?
– Tak – odparła po chwili milczenia, troszkę speszona, spłoszona.
– Gdzie? – dociekałem.
– Na pośladkach…
– Byłaś w stringach?
– Tak, i w pończochach…
– Podobało ci się? – zadałem pytanie niczym w opowiadaniach Polako. Jak czytałem jego opowiadania, to te pytania i odpowiedzi bardzo mnie podniecały, teraz mogłem sam je zadawać i na własne uszy słyszeć odpowiedzi mojej żony. Polako z rogacz.xx.pl jesteś piewcą mojej rozkoszy małżeńskiej.
Milczała. Nie odpowiedziała na moje pytania. Dotykałem delikatnie jej cipeczkę, była już osuszona. Rano przecież ociekała wilgocią.
– Pytam, czy ci się podobało? – powtórzyłem po chwili.
– Nie – skwitowała szybko i chyba jakoś szczerze, ale ja nie dawałem za wygraną. Bałem się, że sili się na szczerość, gdy tymczasem było inaczej.
– Tak, podobało ci się… czuję to… lubisz takich misiowatych facetów…
– Nie – przerwała mi.
– Wiem, że ci się podobało – prawie krzyknąłem.
– To po co pytasz, jak wiesz…. Po co?… – znów zapłakała.
– Powiedz…- szepnąłem zachęcająco.
– Podobało… – przytaknęła, wiedząc, iż nie dam za wygraną.
– Co ci się podobało?
– Jak dotykał…
– Co jak dotykał?
– Moje nagie pośladki i uda…
– Tylko on dotykał? – zapytałem, starając się lekko wsunąć palec do jej wnętrza.
– Nie wiem…
– Zenek też?
– Tak szepnęła wprost do mojego uszka.
– Romek też? – zadałem pytanie, nieco się od niej odsuwając, chciałem udawać troszkę zgorszenie.
– Tak – przytaknęła.
– Razem? – jęknąłem obolały.
– Co razem? – dopytywała jakby zamyślona.
– Razem dotykali, razem tańczyliście, powiedz dokładnie, jak to było…
– Nie pamiętam, byłam już pijana…mówiłam…
– Podnieciłaś się…
– Nie…, byłam pijana…
– Piersi ci dotykali?
– Kiedy?
– Jak tańczyliście?
– Mówiłam…
– Powiedz jeszcze raz…
– Przez sukienkę…dotykali… całe dotykali, mocno…- szepnęła znów speszona.
– A sutki?
– Co sutki?
– Czy były sterczące i twarde?
– Tak…były napięte, mocno… – spuściła oczy.
– Byłaś podniecona?
– Tak, chyba… tak… – poprawiła się szybko.
– Czuli przez materiał sukienki i stanika twarde suteczki?
– Tak, czuli… – powiedziała szybko – dotykali je palcami…ale ja byłam pijana, odpychałam ich…
– Byli agresywni?
– To były takie pieszczoty… całowali mój kark, szyję, wsuwali dłonie na uda… dotykali pośladki pod sukienką…
– Gdzie jeszcze?
– Dotykali mnie całą, Marku…, nie mogę…
– Co mówili?
– Nie pamiętam…
– Namawiali cię do czegoś?
– Podobałam im się… byli podnieceni, wiedziałam to, czułam ich…w ich spodniach czułam twarde, jak się przytulali do mnie… napalili się…
– I co?
– Nic.
Milczeliśmy przez chwilę, chciałem, aby dalej sama opowiadała. Więc jednak oddała się i to chyba im wszystkim. Zapytałem wreszcie:
– I co dalej?
– Zakręciło mi się w głowie, trzymali mnie pod ręce, rozpięli nawet kilka guzików, ktoś mi wsadzał ręce pod sukienkę, pieścił biust przez stanik, ale poczułam się źle po winie, dawali mi też wódkę, powiedziałam im…, że mi niedobrze. Chyba się wystraszyli…
– I co dalej? – jęknąłem rozpalony.
– Nic – wyjaśniła krótko – mówiłam ci już, że się wtedy położyłam i zasnęłam.
– I oni poszli?
– Tak – odpowiedziała szybko – pewnie poszli, bo jak się obudziłam, to ich nie było.
– A dlaczego piszczałaś? Przebudziłem się, słyszałem, że piszczałaś…
– Wołałam cię do sypialni… – szepnęła znów przestraszona.
– Nie wołałaś…
– Wołałam cię, naprawdę, uwierz mi…
– Byłaś tam z nimi?
– Gdzie?
– No tu, w sypialni?
– Dlaczego z nimi? Dlaczego tak o to pytasz? – denerwowała się.
– Tak mi przyszło do głowy. Może jak się obudziłaś i weszłaś na górę, to oni tu spali? – udawałem, że wymyślam jakąś sytuację.
– Nie, nie spali tu…
– To gdzie byli, jak się obudziłaś?
– W salonie – wyrwało jej się.
– Mówiłaś wcześniej, że ich nie było…
– Jeszcze byli…
– I co się stało?
– Ja spałam…
– Pewnie cię dotykali? Tak?
– Nie wiem, spałam…
– Dotykali cię, jak spałaś?
– Nie wiem… chyba dotykali… ale nie wiem… no, dotykali mnie – szepnęła po chwili – miałam zdjęte majtki… musieli mi je zdjąć jak spałam… może wtedy też dotykali moją…
– A jak się obudziłaś, to cię dotykali…, tak?
– Chyba tak…
– Chyba czy na pewno?
– Dotykali, wiesz…
– Tak? Powiedz…
– Ten Romek, jak otworzyłam oczy, to widziałam… on trysnął na moją pupę, miałam na sobie sukienkę, ale poczułam na pośladkach coś mokrego…bo nie miałam majtek…a może podnieśli mi sukienkę… wytrysnął na moje pośladki… musieli odsłonić moją pupę… no to pewnie dotykali… – mówiła jakoś tak z oddali, jakby się bała tego, co się stało.
– Co? – jęknąłem, ponieważ przypomniałem sobie mokrą sukienkę właśnie w tym miejscu.
– Widziałam jak pijany stał nade mną i spuścił się na moją obnażoną pupę, może na materiał sukienki… sukienka jest cienka, więc poczułam wilgoć jego… wilgoć jego spermy i obudziłam się…a może na pośladki, tylko później się sukienka ubrudziła… czułam, że jest mokra jak usiadłam… założyłam majtki, jak wstałam…
– Dotkali cię znów?
– Tak – powiedziała.
– Kto?
– Nie wiem. Oni…
– Wszyscy?
– Tak. Wszyscy.
– Co dotykali?
– Wszystko.
– Co wszystko?
– Całą… mnie całą… moje ciało…Boże, daj mi już spokój… mówiłam ci…
– Powiedz po kolei… wolno… – prosiłem, ponieważ byłem strasznie podniecony, ale i oszołomiony tymi słowami.
– Podnieca cię to? Tak… wiem, ciebie podnieca to, co twoi koledzy zrobili ze mną. Jesteś wstrętny.
– Tak, podnieca…
– Dotykali mnie razem… dotykali mnie całą, było ich trzech, pupę, plecy, uda, pod majteczkami…., założyłam je z powrotem… byli pijani, ale silni…
– I co było dalej?
– Podnieca cię to? – znów zapytała.
Zawstydziłem się tego pytania. Ale ona wiedziała, że mnie to bardzo podnieca. Czuła, że zaraz będę musiał wejść w nią i eksploduję potężną dawką nasienia zanurzonego w żółtej, gęstej mazi.
– Podnieca – szepnąłem.
– Chciałam uciekać, krzyczałam, ale ty spałeś…
– Uciekłaś?
– Zerwałam się, ale gdzie miałam uciekać? No gdzie?
– A dlaczego chciałaś uciekać, skoro ci się to podobało?
– Nie powiedziałam, że mi się podobało…
– Wcześniej ci się podobało…
– Przestraszyłam się ich…rozpalały mnie dotyki ich dłoni, ale bałam się… czułam palce, gorące palce, oni byli tak rozpaleni jak cegła… oni sapali, chcieli mnie zjeść… szarpali w pieszczotach moje całe ciało… nie chciałam nic więcej, to mi wystarczało… pragnęłam już być tylko z tobą…
– I co?
– Zenek mnie złapał. Trzymał mocno. Od tyłu, za ręce. Podszedł Krzysiek. Zaczął całować moje usta…
– Podnieciło cię?
– Tak, ale chciałam uciec… on wsuwał język, lizał po moich wargach, które najpierw zaciskałam… wsuwał język dalej, na podniebienie…
– Jak byś chciała, to byś uciekła…
– Zenek trzymał mnie mocno, później Roman podszedł i trzymał moje nogi, bo zaczęłam kopać… trzymał moje łydki, całował kolanka, wyżej, przesuwał rozgrzane wargi wyżej, na uda… ześlizgnął się z pończoch na obnażone uda… on wsadził głowę pod sukienkę… zaczął językiem, takim gorącym lizać moje krocze… miałam maleńkie stringi… trzymali mnie mocno, chciałam się wyrwać…
– Naprawdę?
– Tak, wyrywałam się… chciałam uciec, Zenek trzymał mnie mocno za nadgarstki… mam całe posiniaczone… Romek za nogi… całował moje krocze… Zenek rozpinał sukienkę… zaczął mnie szarpać, bo nie mógł rozpiąć guziczków…łapał piersi w dłonie przez materiał, znów szarpał… boli mnie jeszcze…
Przestała mówić. Milczała.
– Zgwałcili cię? – zapytałem nagle.
Milczała.
– Trzymali cię, trzymali… i co? – znów zacząłem dopytywać, ale przez moją głowę przebiegało stado dzikich koni.
– Szarpałam się, rozdarli mi sukienkę. Na chwilę mnie puścili, coś prosili, mówili, żebym była spokojna, że zobaczę, przeżyję rozkosz… bałam się, chciałam uciec… Zamknęłam oczy, wstydziłam się. Czułam jak znów któryś z nich dotyka moje uda, ktoś brzuch. Otworzyłam oczy szeroko, przerażona jeszcze bardziej. Krzysiek rozdarł sukienkę, guziki poleciały…
– Krzyczałaś?
– Tak, zawiązali mi usta…
– Czym?
– Koszulką Romka…
– I… co? Widzieli cię nagą?
– Tak, widzieli bieliznę, którą kupiłam dla ciebie, a której ty nie widziałeś… widzieli jak moje sutki sterczą, wystają przez koronkowy biustonosz… któryś zaczął je gnieść przez koronki…
– I co…?
– Już szybko wszystko poszło…
– Jak to poszło?
– Zerwali ze mnie sukienkę, całowali moje ciało… chwycili mnie… Krzysiek kazał im nieść mnie do sypialni… wnosili mnie po schodach, ale się rzucałam… czułam wszędzie ich dłonie… Romek był bez spodni… niósł mnie z przodu… jego penis spadał na moją twarz…
– Tam ci spadły buty?
– Tak.
– Podniecało cię to?
– Oni mnie brali siłą…
– Ale podniecało cię to… powiedz? Proszę nie bój się powiedzieć prawdy…
– Wiesz, że nie lubię nic na siłę…czułam jak moja siusiaczka jest wilgotna, oni też to czuli, dotykali moje krocze, siusiaczkę przez majtki… Krzysiek powiedział, że jestem cała mokra…
– Ale Krzysiek ci się podobał?
– Tak, ale ten Romek nie…
– Z Krzyśkiem byś sama się zgodziła?
– Nie, przestań, przecież ci mówiłam, że tylko ty…
– Dobrze, wiem, wiem… i co dalej?
– Na półpiętrze wyrwałam się, ale Krzysiek złapał mnie za biustonosz i zerwał go. Upadłam na podłogę, rzucili się na mnie, całowali piersi, wtedy piszczałam… ugryzł mój suteczek, taki twardy, sterczący… zabolało… bałam się…znów pieścił moje krocze… chcesz tego, mówił, chcesz tego, bo jesteś mokra… zaczęłam krzyczeć, piszczeć…kochanie, ja wcale tego nie chciałam… bałam się… piszczałam…
– Słyszałem, ja to słyszałem, ale byłem pijany… krzyczałaś, a ja ci nie pomogłem…
– A widzisz…
– Ale znów mi związali usta, całowali piersi… ssali suteczki, tak mocno… bolało mnie troszkę… porobili mi malinki… mówili, że jestem podniecona, czuli to, ale ja się bałam, nie chciałam, aby robili mi coś więcej, nie chciałam im się oddać cała…
– Byłaś podniecona?… naprawdę byłaś z nimi podniecona? Jak w opowiadaniach…
– Tak, ale nie chciałam ich…
– Bardzo podniecona?
– Bardzo, suteczki sterczały, a oni je ssali… bardzo, zrozum, bardzo… a ty spałeś pijany, jesteś wstrętny… nie ratowałeś mnie, ale oddałeś w ręce obcych facetów… oni wiedzieli, że moje ciało pragnie rozkoszy, miałam dreszcze ze strachu… Krzysiek wsunął paluszki… odsunął majtki… wsunął paluszki w mokrą siusiaczkę… weszły… wsadził palce głęboko, bardzo…czułam go tak mocno…
– A jak wsadził ci swojego… no wiesz… to jak było?…
– Marek, przestań….
– Jak?
– Kochanie, ja nie chciałam…
– Było ci z nim dobrze… powiedz…
– Sama nie wiem…
– Mów…
– Gwałcili mnie, ja się rzucałam… byli silniejsi…
– Ale było ci dobrze…
Iwona kiwnęła głową, spuściła wzrok.
– Powiedz… chcę to usłyszeć…
– Taaaak… tak… odczep się… było mi dobrze…
– Z którym bardziej?
– Nie wiem…
– Miał większego ode mnie…
– Kto?
– Krzysiek…
– Nie widziałam…
– Nie kłam, widziałaś, czułaś… proszę powiedz, chcę to wiedzieć, chcę to słyszeć… – powtarzałem słowa z opowiadania Polako o niewiernej Annie. Słowa, które znałem na pamięć.
– Większego…
– Powiedz to pełnym zdaniem…
– Krzysiek miał większego, mocno czułam go w sobie…
– Spuścił się w tobie?… powiedz…
– Tak, tryskali wszyscy… do buzi… do siusiaczki i w…
– Oooooch – jęknąłem – proszę wystaw pupę, chcę trysnąć w tobie.
– Mareczku…
– Proszę…
– Wszystko mnie boli…
– Jak to?
Nie odpowiedziała. Wsadziła głowę pod kołdrę, dorwała się do mojego siusiaka i po kilku wsunięciach głęboko do gardła spijała wielkie ilości spermy, która musiała być bardzo gorąca. Jęczałem. Znów miała w sobie spermę, tym razem moją.
Co było dalej, mogłem się łatwo domyśleć. Efekty widziałem przecież po przebudzeniu. A teraz ona jeszcze mówiła, że ją wszystko boli. Musieli ją nieźle „zerżnąć” i to w naszym łożu małżeńskim. Po wytrysku napięcie nieco spadło, więc wtedy wrócił mi rozum. Postanowiłem rano zadzwonić do Krzyśka i umówić się z nim na weekend w jego mieście. Powiem mu, że mam jakieś interesy i że musi mnie przenocować. Zdecydowałem go szantażować i zmusić, aby oddał mi swoją żonę. Zenek nie miał żony, Romek był kawalerem. Postanowiłem rozliczyć się tylko z Krzyśkiem.
I faktycznie, zadzwoniłem do niego. Bez najmniejszych oporów umówił się ze mną, zaprosił do siebie na weekend, jakby spodziewając się mojej wizyty. Tymczasem Iwona chodziła przez ten czas naburmuszona, nie odzywała się do mnie raczej, nie chciała nic opowiadać. Prosiła, że musi jej minąć trauma, którą przez moich kolegów przeżyła. Nie wiem, czy uwierzyła, że jadę na szkolenie, czy też myślała coś innego, ale generalnie nie miała nic przeciwko temu, aby zniknął na trzy dni. Pojechałem.
Przywitał mnie z radością. Byliśmy sami, jego żona miała wrócić za godzinę. Od razu powiedziałem mu, w jakim celu przyjechałem. Nie robiłem awantury, ale zdecydowanie oświadczyłem, że za ten gwałt na mojej żonie powinien mi oddać swoją żonę. Zbaraniał. Zaczął tłumaczyć, że oni wcale mojej Iwony nie gwałcili, że ona sobie wypiła i cały czas ich kusiła.
– Jak to kusiła… ona mi wszystko opowiedziała – powiedziałem całkiem poważnie – zgwałciliście ją.
– O nie, tak nie było, Mareczku…
– Widziałem ją rano, całą w spermie…
– No, wiesz… nie dziw się, było nas trzech, w każdym z nas inna krew… – zanucił i uśmiechnął się. Pewnie pomysł na to, abym zajął się jego żoną spodobał mu się, więc zaczął żartować. – Nawet jeśli chcesz, aby to było prawdą, że zgwałciliśmy ci żonę, to pewnie… pozwalam ci spróbować poderwać moją żonę.
– Taaaak? – ucieszyłem się, ponieważ jego żona, którą widziałem na fotkach w naszej klasie, bardzo mi się spodobała, a jeszcze nie miałem okazji widzieć jej w realu.
– Tak, ale uwierz mi, Iwona chciała tego…
– Nie żartuj, powiedziała mi…
– Co powiedziała? Co powiedziała – przerwał mi – mówiła ci, jak nas prosiła?… jak prosiła, żebyśmy… – przerwał, bo spojrzał na moją twarz, zaczerwieniłem się. Zorientował się, że nie wszystko wiem, więc przestał mówić.
– Dokończ…
– Chciała tego i to bardzo… nie mam powodów, aby cię oszukiwać stary, ale jej było dobrze z nami…
– Domyślam się – szepnąłem załamany.
– Ona powiedziała, że czegoś takiego nigdy nie przeżyła… – dodał – a szalała jakby miała kilkanaście lat… ona jest żywiołem, moja żona jest przy niej jak lód zimna… więc nie bardzo mogę ci się odpłacić za tamtą noc…
– Spróbuję…
– A jak mi nie wierzysz… – zamyślił się – jak mi nie wierzysz, że Iwona sama chciała, to zadzwonię do Romka, on nagrywał w nocy… ściągnę przez Internet, to ci pokażę…
– Co? Jak to… – byłem zdenerwowany – jeszcze mieliście czelność nagrywać jak pieprzycie moją żonę?…
– Stary, pamiętaj, że byliśmy pijani…
– Ale mieliście sporo siły, bo widziałem spermę wszędzie…
– No, ale to Iwona była taka dzielna, to ona nas pobudzała, była gorąca, silna, rozpalona – wspominał… – ja się spuściłem cztery razy. Najpierw w jej cipie, później w pupie…
– Cooooooooooooooooo? – jęknąłem przerażony.
– No, w pupie… pytałem cię przecież…
– Ona nigdy mi nie pozwoliła…
– Mnie też nie chciała… jęczała, najpierw ją bolało, ale później… ech, Mareczku, ona była taka mokra i rozpalona, że nasze chuje wchodziły lekko w każdą dziurę… później spuściłem się do jej buzi, a na koniec znów do środka, bo waliłem ją od tyłu, na pieska, na zakończenie… klęczała z wypiętą pupą… och ona ma pupę…ściskałem jej biodra… Marek… proszę, pozwól mi jeszcze kiedyś…
Przestał mówić, popatrzył na moją czerwoną z gniewu i podniecenia twarz. Przestraszył się, że wybuchnę.
– Mareczku… oddam ci Izunię… ona nie jest takim wulkanem rozkoszy, jak twoja kochana Iwonka, ale też potrafi wiele… tylko, żeby chciała… musisz coś wymyśleć…
– Oni też wsadzali w jej pupę?
– Nie… Romek spuścił się tylko w jej usta, później cały czas ruszał i tryskał ze trzy razy jeszcze na piersi, na brzuch, na jej głowę… on się z nią w ogóle nie kochał… przyznał się, że on nie umie się kochać… i nie zrobił tego… nagrywał…
– A Zenek?
– On… no też rżnął Iwonkę, spuszczał się w nią, do ust… miała koktajl w buzi, w cipce… była cała w spermie, sam mówiłeś, że to widziałeś… całowaliśmy jej usta, takie zaspermione… stary ja czegoś takiego nigdy nie robiłem, ale byłem ogniem pożądania… nawet wziąłem sobie na pamiątkę jej jedną pończochę… najpierw ocierałem jej szparkę, nawet wsadzałem do środka… była taka ociekająca śluzem i spermą… pokażę ci…
Podszedł do biurka, otworzył je i wyjął jakiś woreczek. Rzucił w moją stronę. Podniosłem. Rozpakowałem. W środku była zwinięta, oblepiona zaschniętą spermą czarna pończocha mojej żony. Wsadziłem do torebki i odrzuciłem mu ją z powrotem.
– Myślę, że ona nie udawała, ale miała kilka razy orgazm… mojej żony nigdy nie widziałem w takim stanie… naprawdę…
– O Boże…
– Mareczku, daj spokój, było minęło… ona cię kocha…ale ja… ja bym chciał jeszcze raz coś takiego przeżyć… poważnie… zazdroszczę ci takiej żony… ona prosiła o więcej, chociaż powiedziałą, że bardzo cię kocha…
– Jakoś to będzie… ale co z twoją Izą… jak to zrobimy?
– Myślę, że przypadniesz jej do gustu, ona lubi takich mędrców jak ty, pogadasz z nią, popijemy winka, ja udam, że jestem pijany, zasnę… a ty postarasz się o jej względy i… no, myślę, że dasz sobie radę… chociaż ona pewnie mnie jeszcze nigdy nie zdradziła.
Jak zaplanował, tak się stało. Iza od początku bardzo mi się spodobała. Nieco drobniejsza od Iwony, szczuplejsza, z mniejszym biustem, bardziej płaskim brzuszkiem i pośladkami. Nie miała w sobie takiego wdzięku, jak moja żona, ale myśl o jej ciele, o możliwości kochania się z nią, była kusząca. Ta myśl kusiła. Chyba faktycznie przypadłem jej do gustu, bo rozmawiała ze mną cały czas. Piliśmy, piliśmy… siedzieliśmy blisko siebie, rozmawialiśmy o życiu, o wartościach, o pięknie, o prawdzie… stawała się coraz bardziej szczera wobec mnie…
Krzysiek najpierw oglądał telewizję, bo udawał, że się nudzi, aż wreszcie udał, że zasnął. A my szeptaliśmy, zaczęła mi się nawet zwierzać, że mają już za sobą kryzysy małżeńskie, ja jej też opowiadałem o swoim małżeństwie. Czułem jej ciepło, chociaż nie była taka apetyczna i kusząca jak moja Iwona. Była raczej zimną kobietą, którą trzeba było rozpalać całymi dniami do wielkiej miłości. Ale podobało mi się to. Nie wpatrywałem się w jej dekolt bezczelnie, nie pożerałem jej wzorkiem, bo wiedziałem, że to ją zablokuje. Udawałem, że niby przypadkiem mój wzrok przenosi się na jej piersi. Musiała mieć zadarte, fajne, nie dotykałem takich jeszcze. Miała na sobie czarną bluzkę, obcisłą, z dużym dekoltem. Miała spódnicę, długą, za kolana, kloszową. Pończochy lub rajstopy szurały, jak zakładała nogę na nogę, jak pocierała kolanem o kolano.
Rozmowa, którą prowadziliśmy, przypominała pogaduszki na czacie. Byliśmy dla siebie obcymi ludźmi, w jakiś sposób anonimowymi, więc obydwoje dość szczerze otworzyliśmy się na siebie. Pytałem ją wprost, jak wyglądają ich noce. Mówiła, że lubi długie kochanie. Mówiła to z zażenowaniem, ale troszkę jak lekarz, jak nauczyciel, który musi coś wytłumaczyć. Na marginesie dodam, że była nauczycielką w liceum. Takie intymne tematy zbliżały nas coraz bardziej. Delikatnie muskałem jej dłoń. Akurat coś opowiadała, chyba coś wstydliwego, bo najpierw nie zwróciła uwagi na moje pieszczoty. Były delikatne… ale spodobało się jej to. Myślałem, że pójdzie szybko… nie miałem czasu, godziny mijały. Niestety, gdy chciałem nachylić się nad nią, gdy chciałem zbliżyć nasze spojrzenia… aby doprowadzić do pocałunku, ona się zerwała ze śmiechem, mówiąc, że już późno. Wstałem, chwyciłem ją, mocno przytuliłem, aby pocałować, ale wtedy wyrwała się i walnęła mnie otwartą dłonią w policzek. Otrząsnąłem się.
– Idź na górę, tam jest twój pokój i nie psuj naszych relacji – wyjaśniła z uśmiechem na twarzy.
Rano Krzysiek skontaktował się z Romkiem, ściągał jakoś ten film. Było mi głupio. On wyjaśnił, że za bardzo się pospieszyłem, ale że Iza była bardzo rozpalona i kochali się bardzo mocno.
– Szalała, bardzo ją podnieciłeś stary… dawno taką nie była… myślałem, że słyszałeś jak jęczała i krzyczała, jak kochaliśmy się…
– Nie słyszałem, ale… ale ja nic z tego nadal nie mam…
– Nic na to nie poradzę, musisz dłużej ją podchodzić…
– Ale ja jutro jadę…
– No to wpadnij jeszcze kiedyś… może się umówimy gdzieś na wakacje, pod namiot, ty z Iwoną, ja z Izą… chcesz.
– Ja chcę teraz ją mieć, muszę, rozumiesz… muszę…